Forum www.narutowe.fora.pl Strona Główna

 Gdzie jest Uchiha?-akcja-4.06.2008r.

Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Toshiko
Magic Ninja


Dołączył: 24 Mar 2008
Posty: 98
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kiri-Gakure

PostWysłany: Śro 20:17, 04 Cze 2008    Temat postu: Gdzie jest Uchiha?-akcja-4.06.2008r.

***
Było już ciemno. Z nieba zaczął padać deszcz. Z początku spokojnie, później rozpadało się na dobre. Czy to niebo...płakało? Nie...nie za nim...a może z powodu jego brata? Tak, to dlatego było teraz oberwanie chmury...
***
Wreszcie go zabił! Dokonał zemsty! Wypełnił swój cel, ale co zrobi dalej? Zabił go, ale przy tym stał się taki jak on. Zyskał siłę, ale stracił przyjaciół. Odszedł zostawiając ich samych. Oni chcieli sprowadzić go z powrotem, ale on nie chciał. Ponownie wybrał zemstę. O mało nie zabił swojego najlepszego przyjaciela, ale czy on...był nim nadal? To było kolejne pytanie bez odpowiedzi, kolejna rzecz za którą należałoby przeprosić...
-Pora odbudować klan...-szepnął do siebie z ironicznym uśmiechem. I kolejne pytanie...z kim? Karin? Nie, nienawidził jej i jak on i ona...to niedorzeczne! Ino? Nie, wkurzała go jeszcze bardziej niż Sakura...no właśnie Sakura...Kochała go, nie wyrzekła się tej miłości, przynajmniej było tak, gdy się ostatnio spotkali...Ale czy ona nadal go kocha i czy ona nadaje się do odbudowy klanu? Jest silna-po treningu u Tsunade. Spotkał ją przypadkowo kilka razy gdy walczyła na misjach. Widział z jaką zaciętością nokautuje przeciwników. Tak...siły nie mógł jej odmówić. Inteligencja? W akademii miała najlepsze oceny, oczywiście pomijając jego...Zawsze była dobra w tych sprawach. Tak, pod tym względem też się spisuje. Wygląd? Filigramowe ciało, różowe włosy, zielone oczy, uśmiech, który dodawał jej uroku. Urodą przewyższała nawet Wielmożną, która była obiektem pożądania wielu shinobi. Ale wciąż nie miał pewności czy ona go zechce.
-Jeśli nie to ją do tego zmuszę...-szepnął. Wyruszył do wioski, którą opuścił wiele lat temu...
***
Przemierzał spokojnie las, mimo deszczu i niedawno rozgrywanej walki z której wyszedł zwycięsko miał pełno siły. Zdobył nowe umiejętności m.in. Mangequ Sharingan, jego brat mu je przekazał. W dodatku miał przecież w sobie moc Orochimaru, wchłonął go i dzięki temu miał dodatkowy zapas chakry, co prawda nie miał już przeklętej pieczęci, ale jego własna chakra również była duża. Jego oczom ukazała się brama wioski. Nic się nie zmieniło. Lecz ku jemu zdumieniu przy bramie był tylko jeden strażnik. Podszedł do niego bezszelestnie i podciął mu gardło. Dlaczego? Zabijanie miał już we krwi. Spokojnie przekroczył bramę. Nadal padał deszcz. Na ulicach nie spotkał nikogo oprócz dwóch postaci. Obydwoje w czarnych płaszczach i z kapturami na głowie-ANBU? Nie, nie mieli masek. Pewnie wrócili z misji, albo właśnie na nią wyruszają. Minął ich. Spod kaptura mignął mu róż włosów.
-Sasuke myśl! Czy ktoś jeszcze w wiosce ma różowe włosy? Nie, tylko Sakura. Sakura!-krzyknął do siebie w myśli. Ruszył za nią. Pociągnął ją za kaptur, który spadł jej z głowy. Tak, to była ona.
-Sakura?-szepnął. Stała tak chwile, osłupiała. Krople wody spływające z jej twarzy dodatkowo potęgowały jej urodę. Teraz wie, że dobrze wybrał.
-Ty cholerny, egoistyczny zdrajco! Ty padalcu, ty...ty...wrr...-warknęła.
-Sakura, chodźmy-przypomniał jej towarzysz, którym okazał się Neji.
-Masz racje-powiedział i pobiegła razem z białookim. Stał jak słup soli. Czy ona przed chwilą nazwała go egoistycznym zdającą? Padalcem? On nie! Nie da jej się oczerniać, choćby była nawet Buddą! Pobiegł za nimi najciszej jak się dało.
***
Już wiedział jakie mieli zadanie i dlaczego przy bramie był tylko jeden strażnik. Czterech członków Akatsuki było przy terenie Konochy. ANBU, jounini, chunini. Wszyscy się zebrali. Pewnie przyszli po Naruto, czyli już złapali ośmioogoniastego? Wygląda na to, że tak. Kisame, Zetsu, Konan i sam Pein kontra kilkudziesięciu shinobi z Konochy. Było pewne, że już po tej czwórce. Sakura razem z Nejim stali z boku. Zielonooka wyraźnie się czymś denerwowała, w końcu nie wytrzymała. Z rękawa wyjęła kunai i zmierzała w stronę Kisame.
-Gdzie jest Uchiha-warknęła przystawiając mu kunai do szyi. Nie odpowiedział. Podcięła mu gardło. Podeszła do Zetsu.
-Gdzie on jest?-warkneła. Ten również nie odpowiedział. Mogłoby się wydawać, że go oszczędzi, oddaliła się od niego i podeszła do Konan. Rzuciła kunai w stronę człoweka-rośliny. Trafiła prosto w serce.
-Wiec? Gdzie on jest?-ponownie warknęła. I ponowny brak odpowiedzi. Przybliżyła się do niej, tak, że jej usta były koło ucha tej drugiej.
-Jeżeli nie powierz skończysz jak ci dwaj. Więc?-syknęła. Zero. Wbiła jej kunai w brzuch. Osunęła się na ziemie. Podeszła do lidera.
-Straciłam na was dwa kunaie. Więc może dowiem się gdzie on jest?-krzyknęła.
-Jego brat go zabił...-odwarknął.
-Sasuke?-zapytała obojętnie.
-Tak-odpowiedział krótko.
-Zabrać go i postawić przed Piąta-zwróciła się do członków ANBU. Ci posłusznie zabrali lidera Brzasku.
-"Czemu chodziło jej o Itachiego?"-pytał się sam siebie stojąc za drzewem.
-Ładnie to tak podglądać?-usłyszał jej melodyjny głos koło ucha.
-Ładnie to tak nazywać mnie padalcem?-warknął do przygwożdżonej do drzewa Haruno.
-Powiedziałam tylko prawdę...-powiedziała spokojnie.
-Ty...-syknął wzmożając[?] uścisk na jej ciele. Ona zbliżyła usta do jego twarzy.
-Po co tu przyszedłeś? Po Naruto? Po Kakashiego? Czy po mnie?-szepnęła mu na ucho, aż po jego ciele przeszły ciarki.
-A jak myślisz-odszepnął. Zbliżył usta do jej. Prawie się nimi stykali. Wystarczyło kilka milimetrów. W jego oczach widniał sharingan. Mimo krwistej czerwieni jego źrenic patrzyła mu prosto w oczy. Na jej twarzy nie było widać żadnych uczuć.
-Czemu taka jesteś?-szepnął.
-Taka czyli jaka?
-Taka...wredna...zimna...
-Ja i wredna?!? Pozwól, że przypomnę ci jaki byłeś kilka lat temu! Mam wymieniać? Co?-krzyknęła. Zapewne krzyczałaby jeszcze dłużej gdyby nie wpił się w jej usta. Zagrodził jej każdą drogę ucieczki w dodatku była przygwożdżona do drzewa. Chciała się wyrwać z pocałunku napawającego ją pożądaniem, ale nie mogła. Był zbyt silny. W końcu poddała się. Zaczęła oddawać każdy pocałunek. Mijały sekundy, nawet minuty, a ich pocałunki stawały się coraz bardziej zachłanne. Przeczesywała mu ręką włosy, on błądził rękoma po jej ciele.
-No, no, no...co ja tu widzę...prawa ręka Wielmożnej Tsunade ze zdającą wioski. Ciekawe co na to powie Piąta...-usłyszeli przesycony jadem głos...
***
Taka tam jednopartówka, ale nie wiem czy tak można to nazwać...moze lepiej wstęp do opowiadania Wesoly Nie za bardzo wyszło...pisałam to w czasie nudy Wesoly
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.narutowe.fora.pl Strona Główna -> Your Creation Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
gGreen v1.3 // Theme created by Sopel & Programosy
Regulamin